poniedziałek, 17 lipca 2017

Bułki owsiane z garścią myśli



Na kilka godzin przed króciutkim urlopem zrobiłam 16 bułek.
Niby każdą robiłam tak samo,
a jednak inaczej,
a jednak żadna z nich nie jest idealnie taka jak ta druga.
Owszem, są podobne, ale każda z nich jest inna.
Wyjątkowo inna.

Naszła mnie niedawno pewna refleksja
dotycząca wrzucania wszystkich do jednego wora.
Ubierzesz się zbyt lekko, będziesz chora.
Nie skończysz studiów, będziesz nikim.
Jesteś w ciąży, będziesz mieć mdłości,
a Twoje dziecko będzie takie, a takie.
Jesteś człowiekiem więc oczywiście będziesz mieć takie i takie problemy.
Skoro inni je mają to Ty też.
...
Nie zgadzam się z tym.
Każdy z nas jest człowiekiem,
ale różnimy się od siebie bardziej lub mniej.
Nie ma dwóch identycznych osób,
nie ma dwóch identycznych żyć.
Chcesz by Twoje życie było wyjątkowe
i uszyte na Twoją miarę?
Pozwól sobie na to
i pozwól na to innym.




A swoje myśli zagryź pyszną owsianą bułką,
która umiliła nam czas wyjazdu. :)


**********

Bułki upiekłam w ramach Lipcowej Piekarni zorganizowanej przez Amber.
Przepis wybrała Magda i pochodzi on ze strony Adama Piekarza.

Składniki: 150g mąka owsiana pełnoziarnista, 250g mąka pszenna typ 500, 350g maślanka (prawdziwa bez dodatków), 3g drożdże instant, 20g słód jasny pszeniczny (u mnie miód), 8g sól, 20g polski olej rzepakowy, około 120g płatków owsianych (nie błyskawiczne);

1 faza: 
zimny rozczyn 12 godzinny:
  • w maślance rozpuść drożdże,następnie dodaj słód oraz mąkę owsianą i 100g mąki pszennej typ 500, dokładnie wymieszaj,
  • rozczyn powinien być bardzo gęsty – to zbuduje aromat.Tak przygotowany rozczyn wstaw do lodówki na 12 godzin, 
  • po tym czasie fermentacji zimnej wyjmij na 2 godziny aby uzyskał temperaturę pokojową (18-24oC).

2 faza:
ciasto właściwe:
  • wymieszaj cały rozczyn, pozostałe 150g mąki pszennej, sól i olej rzepakowy; mieszaj ciasto przez 20 minut (ja użyłam miksera z hakiem),
  • podziel ciasto na 8 części (po 100g) i uformuj kulki,
  • Następnie każdą z nich przetnij na pół.
  • Teraz każdą połówkę delikatnie zroluj aby nabrały długości i obtocz w płatkach owsianych lekko dociskając.
  • Tak przygotowane pozostaw na 50 minut do rozrostu końcowego w ciepłym miejscu i przykryte ściereczką.
  • Wypiekaj z lekkim zaparowaniem w temperaturze 210-220oC przez 5 minut i dalej w 180-190oCprzez 15-20 minut.



A Wy, jakie macie doświadczenia w poruszonym przeze mnie temacie?
Chętnie poczytam. :)

**********

Bułki owsiane na blogach:

środa, 14 czerwca 2017

Wiosenny bezmięsny obiad, czyli placuszki warzywno-ziołowe z miętowym sosem



Wstaję gdy mała wskazówka na zegarku jest jeszcze na 5.
Robię wszystko to, co rano jest mi niezbędne.
Codziennie to samo.
Niby nuda, rutyna,
ale to takie potrzebne jest.
Gdy zatęsknię za zmianą jedziemy w podróż,
z której wracam z radością do mej niby-nudy.

Jak już zakończę poranne rytuały i mam nadmiar czasu,
w drodze do pracy zajeżdżam na targ.
Teraz kupuję głównie szparagi, truskawki, kalarepę i zieleninę.
Dużo nie mogę, bo przecież jadę rowerem.
A gdy skończę pracę, targ już dawno zamknięty, pusty, cichy, smutny taki.
Rankiem ma niesamowity klimat,
jest gwarno, kolorowo, pachnąco.
W soboty kupuję kwiaty od starszych osób,
które przycupną gdzieś z boku.
Te kwiaty to z ogrodu prosto,
piękne,
przewiązane sznurkiem albo tasiemką.



Niby mam pod domem całkiem nieźle zaopatrzony warzywniak
i czasem tam chodzę,
ale to taki warzywniak dla biznesu, bez serca, bez wiedzy.
Gdy mogę to wiozę tę kalarepę rankiem do pracy,
a potem prosto do domu.
I zetrę z innymi warzywami i zielskiem na wiosenne placki.
A przy smażeniu pomyślę jaki bezmięsny obiad zrobiły tej wiosny moje koleżanki.
Małgosia, Marzena, Magda i Kamila, czyli MMMAK. :)


Skład: 3 marchewki, 1 cukinia, 1 duża kalarepa, garść natki pietruszki, garść mięty, garść bazylii, 3-4 duże ząbki czosnku, 6 łyżek mąki orkiszowej, 3 jaja, pieprz, sól, olej do smażenia;
Sos: duży jogurt naturalny, garść mięty, sok z połowy limonki, pieprz, sól;
  • marchewkę i kalarepę obieramy i wszystkie warzywa ścieramy na tarce o grubych oczkach,
  • przekładamy na sito, dociskamy, by odsączyć nadmiar soku,
  • warzywa mieszamy z posiekanymi ziołami, wyciśniętym przez praskę lub startym na tarce czosnkiem,
  • dodajemy jaja, mąkę i przyprawy, całość mieszamy,
  • łyżką nakładamy placki na rozgrzany na patelni olej,
  • smażymy kilka minut z obu stron;
  • jogurt mieszamy z posiekaną miętą, sokiem z limonki i doprawiamy do smaku.


Placki robiłam na podstawie przepisu Agnieszki Maciąg.
Zapraszam Was na wiosenne bezmięsne obiady do Małgosi, Magdy, Marzeny i Kamili. :)

poniedziałek, 8 maja 2017

Teneryfa na własną rękę II - krajobrazy górskie jakże odmienne :)

Wracamy na Teneryfę...
Teneryfa jest największą wyspą Kanarów, jednak sama w sobie nie jest duża.
Ma około 80 km długości i 50 km szerokości.
Dla turystów zwiedzających jest to doskonała informacja,
bo przez tydzień można wyspę zjechać wzdłuż i wszerz.
Tak jak wspominałam w tym wpisie, my w 8 dni zrobiliśmy 1000 km autem.
Mimo swoich niewielkich rozmiarów Teneryfa nazywana jest małym kontynentem,
z uwagi na ogromną różnorodność krajobrazu i kilka stref klimatycznych!
Rzeczywiście, gdy byliśmy na północy musieliśmy ubierać się w długie spodnie i bluzy,
a gdy godzinę później siedzieliśmy na południowej plaży, niezbędne były spodenki i stroje kąpielowe.
Nie zapominajmy, że nasz urlop przypadł na styczeń i pogoda była głównie wiosenna.
Wiosenna dla nas, bo miejscowych często widzieliśmy w zimowych kurtkach, czapkach, szalikach... :)



Dziś, chciałabym pokazać Wam dwa różne masywy górskie, które dzieli jakieś 60 km...


Na południowym wschodzie wyspy znajdują się przepiękne góry Anaga.
W kilku miejscach czytałam, że są porównywane do widoków jakie można zobaczyć w Norwegii.
W góry pojechaliśmy późnym rankiem. Liczyliśmy na to, że zdobędziemy jakąś mapkę ze szlakami w informacji turystycznej. Niestety była zamknięta i jedyne co mieliśmy to zdjęcie mapy, która wisiała w dużej gablocie. ;) No zawsze to coś.




Ruszyliśmy na szlak, jednak oznaczenie było bardzo kiepskie i po jakimś czasie najzwyczajniej w świecie się zgubiliśmy.
Szliśmy na czuja. Nie martwiło nas to za bardzo, korzystaliśmy z google.maps i te działania dość znacząco zwiększyły mój rachunek za telefon... ;)





No patrzcie jaki tajemniczy las...



Wyszliśmy z lasu, a tu proszę.
Zieloność, kwiecistość, sielskość.


  

A ostatecznie, nasze zagubienie i ten rachunek za telefon okazały się opłacalne.
Widoki roztaczające się przed nami były coraz piękniejsze...







Turystów w górach było bardzo mało. O ile na początku jeszcze kogoś mijaliśmy, tak im dalej tym bardziej byliśmy sami. Może inni wiedzieli gdzie iść? ;)

W jednej dolinie spotkaliśmy dwoje (chyba) mieszkańców. Starszy pan zawzięcie kosił trawę, (chyba) jego żona działała w ogródku. Pomachała nam z uśmiechem i chyba ze zdziwieniem "co oni tu robią?". A nam tak się tam podobało... :)





No to schodzimy i szukamy drogi do naszego auta.


Po zejściu, w kanjpce zamówiliśmy nasze lokalne odkrycie, czyli kawę barraquito. Jedna z lepszych kaw jaką piłam. Opowiem Wam o niej w osobnym wpisie.


Po drodze widoki cudowne.
No do znudzenia Wam je będę pokazywać ;)







A następnego dnia...







Góra, którą widzicie jest najwyższym szczytem Hiszpanii. Ma 3718 m n.p.m. i jest wciąż czynnym wulkanem o miłej nazwie Teide. Ostatnia erupcja miałam miejsce w 1909 roku.
Wulkan znajduje się w Parku Narodowym Teide, w którym jest sporo szlaków pieszych.
Samochodem można dojechać na wysokość 2356 m. Na tej wysokości znajduje się kolej linowa, która dojeżdża na wysokość 3555 m. Czyli na sam szczyt trzeba wejść samemu, jednak trzeba mieć na to zezwolenie. Można je uzyskać na stronie internetowej parku.
My zdecydowaliśmy się na podróż samochodem do miejsca kolejki. Zastanawialiśmy czy jechać wyżej kolejką, jednak na miejscu okazało się, że tego dnia jest ona nieczynna. Nie musieliśmy się więcej zastanawiać. ;)
Oczywiście, na miejscu była kawka. :D



Krajobraz w parku jest typowo wulkaniczny. Jest surowo, sucho, rdzawo.




Niektórzy twierdzą, że w tym rejonie nagrywane były Gwiezdne Wojny. Podobno to tylko plotki.




Na drogach parku jest wiele miejsc widokowych, z których bardzo chętnie korzystaliśmy.
Oczywiście było na co patrzeć i czym sie zachwycać.




Teide w całej okazałości




Jak to w górach, pogoda jest bardzo zmienna...



Za chwilę było już tylko tak :)




To były piękne dwa dni, pełne ochów i achów. Nadziwić się nie mogłam, że na tak małej powierzchni jest tak ogromna różnorodność.
Na dziś wystarczy. :) Do następnego!

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Chleb tostowy z ziarnami i nasionami chia



Pojechali na Działkę Dziadka,
kwiaty posadzić, które nagle w prezencie dostali.
No i rowery zawieźć,
by przygotować je na nowy sezon.
Wszak dni już takie długie 
i coraz cieplejsze.
Zielone bardziej,
a jednocześnie błękitniejsze.
Pączkują te dni wiosenne na krzakach
i drzewach.
Początek wiosny,
ta przyroda budząca się do życia
zawsze ją usypiała.
To wtedy mogłaby zapaść w sen zimowy (wiosenny).
To minie lada moment.
A oddychanie tym porannym cieplejszym powietrzem
bezcenne jest przecież.
I te rowery gotowe spokojem napawają.
Rower - synonim wolności...





**********

Wiosennie i przedświątecznie zachęcam Was do zrobienia domowego chleba. Jest to chleb na drożdżach, więc wymówka pt. "nie mam zakwasu" się tu nie sprawdzi. ;)
Chleb jest łatwy w obsłudze, rośnie jak szalony, a efekt końcowy przypomina odrobinę chałkę. 

Do kweitniowej piekarni przepis wybrała Amber wraz z Daną.
Chleb tostowy z ziarnami i nasionami chia

Skład: 800 g mąki z pszenicy Durum, 150 g mąki żytniej razowej, 5-6 łyżek prażonego sezamu, 3 łyżki prażonej dyni, 3 łyżki prażonego słonecznika, 50 g świeżych drożdży, 1 łyżeczka cukru, 650 g ciepłego mleka z wodą pół na pół, 2 łyżki nierafinowanego oleju
15-18 g soli himalajskiej.
Dodatkowo na około 3 godziny przed przygotowaniem ciasta:
50 g płatków owsianych górskich, 1 łyżka nasion chia, 1 łyżka nasion lnu, 150 g wody z mlekiem pół na pół




  • Sezam, dynię i słonecznik prażymy na patelni.
  • Płatki owsiane, nasiona lnu i chia moczymy w ciepłym mleku z wodą.
  • Robimy rozczyn z drożdży, cukru i odrobiny wody na 15 minut, by je uaktywnić.
  • Do miski wsypujemy mąki, prażone ziarna, mieszamy do połączenia.
  • Do pozostałego mleka z wodą dodajemy olej i sól.
  • Do wymieszanych mąk dodajemy rozczyn z drożdży, mleko z wodą wymieszane z olejem i solą. Następnie namoczone płatki owsiane z nasionami chia i lnu.
  • Zagniatamy ciasto aż będzie lśniące i elastyczne. Ciasto na początku wyrabiania jest lepiące, w miarę wyrabiania staje się bardziej elastyczne (ja musiałam trochę podsypywać mąką).
  • Przykrywamy miskę z ciastem i pozostawiamy do wyrośnięcia na 60 minut. Ciasto powinno dobrze wyrosnąć podwajając objętość.
  • Następnie ciasto wykładamy do 2 wysmarowanych tłuszczem foremek i wysypanych mąką. Rozmiary foremek 23x13cm i 30x11cm. Mogą być dowolne o zbliżonej wielkości. Ciasto powinno sięgać do połowy każdej foremki.
  • Pozostawiamy do wyrośnięcia na 30-40 minut w zależności od temperatury otoczenia.
  • Pieczemy w temp. 220st. przez 40 – 45 minut. Po 15 minutach pieczenia temp. zmniejszamy do 200st. Spryskujemy wodą 2 -3 razy w ciągu tych piętnastu minut, pierwszy raz przed włożeniem ciasta do piekarnika tuż po wyrośnięciu.



niedziela, 26 marca 2017

Życzenia na wiosnę - żyć swoim życiem :)




Mam dziś do Ciebie pytanie - czyim życiem żyjesz?
Zapewne odpowiesz - swoim, a czyim?!

A no może sąsiadki, która jest tak piękna, że nie możesz tego przeżyć i często ją krytykujesz?
A może kolegi z pracy, który jest pod pantoflem żony i Ty na jego miejscu przecież zrobiłbyś to i tamto.
A może żyjesz życiem którejś z blogerek czytając jej wpisy, oglądając jej zdjęcia i doszukując się drugiego i trzeciego dna?
A może żyjesz życiem swoich rodziców i/lub dzieci uszczęśliwiając je na siłę?

Zdarza mi się słyszeć tego typu zdania:
- ona jest bezmyślna, że nie rzuci tej pracy
- ona jest taka gruba, niech coś ze sobą zrobi
- widziałaś jak schudła? NA PEWNO ma kochanka
- z niego taki pantoflarz
- widziałeś jego nową furę??? skąd on ma na to pieniądze?!
- wiesz, że ona pojechała na wczasy? i to sama? czemu nic mi nie powiedziała?
- widziałaś jej nowego faceta? niby miły, ale jakiś taki...

Niestety zwykle są to słowa, które po pierwsze
- wypowiadane są w złości,
- wypowiadane są we wzburzeniu,
- wyłania się z nich zazdrość / żal / gniew,

a po drugie
- nie kończą się na suchym stwierdzeniu faktu (pół biedy), tylko następuje po nich cała tyrada
- cała wypowiedź kończy się często "ja bym zrobił / zrobiła tak i tak", "ja bym w życiu... "





Takie osoby często mają "złotą" radę dla każdego i chcą wiedzieć wszystko o innych.

I tu następuje najważniejsze pytanie mojego wpisu

CO Ty, droga osobo, WIESZ O SOBIE?

Czy nie fajniej jest zacząć myśleć o sobie?
Zacząć słuchać siebie, swoich potrzeb, swoich braków, nadmiarów...
Zacząć szukać w życiu tego co Ciebie samą / samego ucieszy.
Nie tego co myślisz, że ucieszy innych.
Nie tego, co myślisz, że trzeba lub wypada zrobić.
Tylko tego co Ty CHCESZ.



Gdy zaczniesz skupiać się na sobie odkryjesz,
że to niesamowita przygoda,
podróż na całe życie.
Podróż tak piękna, że życie innych przestanie Cię interesować - w złym znaczeniu tego słowa.
Zacznij być wścibska / wścibski WOBEC SIEBIE.
A zobaczysz jak TWOJE życie może być piękne.

I nie, nie jest to łatwa praca,
do zrobienia na pstryknięcie palcami.
Praca ze sobą jest ciężka i jest to praca na całe życie.
Ale cholernie warta wszystkiego co może Ci dać.
Mimo łez, złości, żalu i gniewu, które w początkach tej pracy mogą być częste;
mimo tego wszystkiego ta praca jest pracą życia.

Więc jeśli Ty drogi czytelniku żyjesz życiem innych to przestań to robić.
Zacznij w końcu żyć swoim życiem.
Sobą samym.
Twoje życie też może być ciekawe.
Ono ma być ciekawe dla Ciebie,
nie dla innych. :)




A wszystkich moich miłych czytelników, którzy z ogromną życzliwością do mnie zaglądają oraz tych wścibskich uprzejmie informuję, że jeden z marcowych weekendów spędziłam nad polskim morzem. 
Uprzedzając pytania 
- tak, mogłam pojechać nad morze zimą
- bo ja uwielbiam morze zimą
- zachowywałam się jak dziecko, bo puszczałam latawce
- szukałam patyków wyrzuconych przez morze i przytachałam je do domu - jeszcze nie wiem po co :P
- sama nie byłam.
I to był piękny wyjazd, bo był MÓJ. Bo ja tak lubię. A Ty możesz lubić co innego i na tym się skup i to odszukaj. :) Zacznij uszczęśliwiać siebie. 
To moje życzenia dla Ciebie na tę wiosnę! :)


video

video

*************


Tak, to był poważny wpis, ale może choć jednej osobie się przyda? :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...